Impreza studencka zakończona tragedią
  Foto: |
OGLĄDAJ W PLAYER.pl
Paulina i Paweł chcieli być konstruktorami, budować domy i mosty. Ona była już inżynierem, on zaczynał dopiero studia. Nie znali się, łączyło ich tylko to, że pojawili się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Oboje umarli po imprezie, jaka odbyła się na ich uniwersytecie.
- Mąż dostał telefon. Usłyszał, że trzeba szybko przyjechać do Bydgoszczy, bo syn jest w tragicznym stanie – mówi mama Pawła, Ewa Garachow. Kiedy przed drugą w nocy, rodzice studenta dotarli do szpitala, ich syn nie oddychał samodzielnie. - Tlen nie dochodził do mózgu – mówi pani Ewa. – Lekarz powiedział, że Paweł ma potężny obrzęk mózgu wynikający z niedotlenienia – dodaje ojciec Pawła, Marek Garachow.
W nocy, kiedy odbywała się impreza, ojciec Pauliny nie mógł spać. – Nie wiedziałem, co się stało. Miałem dziwne uczucie. Kto by sobie zdał sprawę, że w tym momencie, moja córka konała?! Została żywcem skopana. Płuca i żebra musiały być połamane. Kiedy położyłem rękę na jej piersi, to tak jakbym na watę położył – mówi Paweł Tomasik.
24-letnia Paulina, studentka czwartego roku budownictwa, i rozpoczynający studia 19-letni Paweł przyszli na imprezę inaugurującą nowy rok akademicki na Uniwersytecie Technologiczno - Przyrodniczym w Bydgoszczy. Byli jednymi z setek bawiących się tej nocy studentów. W środku imprezy znaleźli się w tratującym się nawzajem tłumie. Z opowieści studentów, którzy brali udział w tamtym wydarzeniu, wyłamania się przerażający obraz chaosu, bezradności, wreszcie – rozpaczy. Imprezę zorganizowano w dwóch budynkach. Aby przedostać się z jednego do drugiego, należało pokonać 20-metrowy łącznik o szerokości zaledwie dwóch metrów. Wejście na imprezę było tylko jedno. Drogi ewakuacyjne zamknięto. Tylko w jednym budynku były toalety, i tylko tam sprzedawano piwo. Dlatego łącznik w jednej chwili zapełnił się ludźmi. Studenci opowiadają, że w budynku brakowało tlenu. Ludzie biegali, krzyczeli, przewracali się na siebie, tratowali. W tłoku podduszonych i skopanych zostało 20 osób. Paulina Tomasik, mimo reanimacji, zmarła w szpitalu. - Córka była bardzo piękną kobietą: wysoką blondynką o niebieskich oczach. Obroniła pracę magisterską na piątkę. I nikt jej nie pomógł w tak ciężkiej sytuacji – rozpacza jej ojciec.
Po wypadku życie Pawła jeszcze dwa dni podtrzymywała aparatura. Lekarze stwierdzili jednak u młodego mężczyzny śmierć mózgu i zdecydowali o odłączeniu urządzeń. - Dziękuję Bogu za chłopaka, który reanimował naszego syna. Gdyby nie on, nie mielibyśmy tego czasu, tych dwóch dni, kiedy czuwaliśmy przy nim, trzymaliśmy go za rękę, całowaliśmy po rękach, stopach. To był tak cenny czas – płacze matka mężczyzny.
Ojciec Pauliny Tomasik zapowiada: - Mamy z żoną zamiar wynająć firmę adwokacką. Ktoś poniesie konsekwencje za odebrane życie naszej córki.
Po wypadku rektor uczelni zwołał konferencję prasową, po czym odmówił spotkań z dziennikarzami. Podobnie jak samorząd studencki. Na miejsce pojechaliśmy z ojcem Pauliny. – Dlaczego ja w ogóle nie zostałem poinformowany? – zapytał rzecznika uczelni. Jednak odpowiedzi się nie doczekał. Kto odpowiadał za organizację imprezy? Ilu było ochroniarzy? Kto bierze odpowiedzialność za śmierć kobiety? – dopytywał reporter TVN. - Proszę opuścić teren uczelni – powtarzał tylko rzecznik Uniwersytetu Technologiczno-przyrodniczego w Bydgoszczy, dr Mieczysław Karol Naparty.
Kto był organizatorem imprezy? Piotr Dunal z prokuratury rejonowej Bydgoszcz Północ nie chce odpowiedzieć na to pytanie. – To niezbędne żeby zachować tajemnicę śledztwa – twierdzi. Śledztwo prowadzone jest w sprawie, nie przeciwko. Chodzi o sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, za co grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Jako jedyni spotkaliśmy się z szefami bydgoskiego oddziału firmy Ekotrade, wynajętej do ochraniania imprezy. To olbrzymia firma, ma 33 oddziały w całej Polsce, zatrudnia setki ludzi. Zajmuje się m.in. ochroną imprez masowych. - Otrzymaliśmy mailem zlecenie na usługę imprezy odbywającej się w UTP. Zaproponowano, byśmy przydzielili 10 ochroniarzy. To jedyny dokument, który nas zapraszał – mówi Zdzisław Krakowski, dyrektor oddziału Ekotrade w Bydgoszczy. Jego zastępca, Marek Kaszowski, uściśla, że ochroniarze „przejmowali mienie uczelni”. - Mieliśmy pilnować automatów do napojów, czterech toalet i wystawy szklanej – mówi Marek Kaszowski, z-ca dyr. Oddziału Ekotrade w Bydgoszczy.
Czy ochroniarze mieli być służbą porządkową? – dopytuje reporter.
- Nie! Chodziło o pilnowanie mienia! – odpowiada dyrektor Krakowski. Po czym odpiera o nieudolności ochroniarzy. Przekonuje, że to jego ludzie, jako pierwsi udzielali rannym pomocy. - Niektórzy na plecach wynosili osoby poszkodowane na zewnątrz – podkreśla dyrektor. Dotarliśmy do pracownika ochrony, który przedstawia całkowicie inną wersję wydarzeń. Jego rewelacje – co ważne - nie zostały jeszcze zweryfikowane w trakcie śledztwa. – Został użyty gaz, który wzbudził panikę. Użycie gazu w pomieszczeniu zamkniętym to paranoja, kretynizm – mówi mężczyzna. Dyrektor firmy przekonuje, że to nieprawda. Gazu nie było. To, co działo się w łączniku, inaczej interpretują ochroniarze i studenci. Według tych pierwszych pracownicy ochrony weszli do łącznika po to, by go wypchnąć stłoczonych ludzi do budynku. Zdaniem studentów ochroniarze tylko potęgowali chaos, niepotrzebnie próbując wejść do środka.
Żeby skonfrontować wersję ochroniarza, pojechaliśmy jeszcze raz na uczelnię. Rzecznik Uniwersytetu nie chciał z nami na ten temat rozmawiać. W czasie nieoficjalnej rozmowy winą za złą organizację imprezy obciążył studentów z samorządu. Mówił m.in, że studenci „nawyprawiali”, złamali przepisy.
Ale ktoś to zatwierdził? – dopytuje reportera.
– Nikt! – mówi rzecznik.
Kiedy reporterka, pokazuje mu mail, w którym to Uniwersytet zamawiał ochronę na imprezę, odpowiada: - Na wniosek organizatorów! Nie kłamaliśmy! Z tego maila nic nie wynika.
O sprawie poinformowaliśmy prokuraturę. – Ta informacja na pewno będzie zweryfikowana . Z tego, co do tej pory ustaliliśmy, organizatorem był samorząd studencki. Ale to nie przekreśla naszych działań w innych kierunkach – zapewniają śledczy.
Samorząd studencki od czasu tragedii jakby zapadł się pod ziemię. Jego przedstawiciele, łącznie z przewodniczącą, unikali kontaktu z nami i nie odbierali telefonów.
- To wszystko spadło jak grom z jasnego nieba. Tydzień wcześniej się widzieliśmy. Było tak radośnie. Mówiłem: „Córuś uważaj na siebie”. A ona: - „Tatko, nie martw się, zawsze uważam” – mówi tata Pauliny.
Rodzice Pawła zdecydowali o przekazaniu narządów do przeszczepu. - Pani doktor nas wezwała. Powiedziała, że mózg Pawła nie pracuje. Syn starszy powiedział mi: „Mamo, Paweł by chciał, żeby można było uratować komuś życie”. Wtedy miałam przed oczami drugą matkę, która czeka na serce dla swojego dziecka. Bez żadnego wahania powiedziałam: „Nie uratuję życia swojego dziecka, ale jeśli on może to zrobić, niech to robi” – mówi pani Ewa.
Prokuratura zapowiada, że w ciągu kilku tygodni zakończy przesłuchania kilkuset świadków i zbierze materiał, który pozwoli jej bez cienia wątpliwości odpowiedzieć na pytanie, kto jest winien śmierci Pauliny i Pawła.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

Straszna tragedia. Pomimo tego co sie stalo rodzina zmarlego zdecydowala sie oddac narzady do przeszczepu. Podziwiam i lacze sie w bolu oraz podkreslam, ze takie osoby powinny byc stawianie jako przyklad ludzi, ktorzy sa bohterami! Prawdziwymi! Trzymajcie sie

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      ~Gość

      śmieszne to a zarazem smutne, kiedyś polską inteligencję eksterminowali niemcy, potem ruscy wywieźli i pomordowali w katyniu a współczesna inteligencja tratuje się na śmierć jak bezmyślne bydło podczas imprezy

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          ~Gość

          taka prawda niestety. Smutna, ale prawda. Dzisiejsi studenci w większości zachowują się jak opętane bydło. Z szacunkiem dla zmarłych bo nie wiadomo, czy zaliczali się do tej grupy. Nie mniej jednak organizując studencką imprezę, powinno się wiedzieć jak to niestety wygląda...

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              ~Gość

              Powinna być zabrana koncesja firmie ochroniarskiej za taką nieudolność.Te brednie tłumaczeniowe , po co byli na tej imprezie.

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  0
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    0
                  • zgłoś naruszenie
                  Pomoc | Zasady forum
                  Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
                  zamknij
                  Czy Krystian W. działał sam?
                  Następny odcinek:

                  Czy Krystian W. działał sam?