Aktualności

Zjawa
Zjawa 
Jeśli chcesz kupić dzieło sztuki, bądź ostrożny! Falsyfikaty zalewają polski rynek. Fałszywe obrazy najwybitniejszych polskich malarzy oferują najbardziej renomowane domy aukcyjne.

Specjaliści i kolekcjonerzy mówią o tym od dawna. Jednak dopiero reporterowi Superwizjera udało się udowodnić, w jak dziecinnie prosty sposób pozwalają się oszukiwać dyplomowani eksperci i doświadczeni marszandzi.

Polski rynek dzieł sztuki istnieje dopiero od 15 lat. Obrazy wybitnych polskich malarzy XIX i XX-wiecznych które do tej pory znajdowały się w prywatnych kolekcjach, zaczęły pojawiać się w ofercie galerii i domów aukcyjnych. Michałowski, Brandt, Malczewski, Axentowicz, Wierusz Kowalski, Makowski, Cybis, Witkacy, Czapki, Duda - Gracz ich dzieła, które do tej pory oglądać można było tylko w muzeach, teraz mógł kupić każdy, kto dysponował odpowiednią gotówką. Na aukcjach zaczęły padać rekordy: ceny dochodziły do milionów złotych. Ale w krótkim czasie coraz częściej zaczęło się mówić, że na rynku aukcyjnym równie łatwo, co arcydzieło wybitnego artysty, można kupić zwyczajny falsyfikat.

- Polski rynek dzieł sztuki to pełna pułapek dżungla mówi Janusz Miliszkiewicz, dziennikarz zajmujący się rynkiem dzieł sztuki. Nie ma żadnych reguł. Prawo nie nadąża za polityką rynkową.

Jednak wszystkie domy aukcyjne ręczą za 100-procentową autentyczność oferowanych przez siebie obrazów. Każdy z nich, który zostaje wystawiony na sprzedaż, jest wcześniej oceniony przez ekspertów z naukowymi tytułami. Każdy obraz posiada certyfikat autentyczności. Czy jest to naprawdę autentyczna autentyczność? W jaki sposób polscy eksperci dochodzą do pewności, że mają przed sobą oryginał?

Mariusz Jańczuk dorobił się majątku inwestując na giełdzie. Postanowił zostać kolekcjonerem. Na nartach w Zakopanem poznał Iwonę B., właścicielkę jednego z najbardziej renomowanych polskich domów aukcyjnych "Polswiss Artu" w Warszawie.

- Zacząłem za jej namową kupować obrazy w jej galerii opowiada Mariusz Jańczuk. Przekonywała mnie, że mają wielką wartość tak artystyczną, jak pieniężną. Ale stwierdziłem, że nie ufam jej ekspertom i zabrałem kupiony obraz do ekspertyzy.

Pan Mariusz miał zadanie ułatwione, bo autorem kupionego za 150 tys. zł obrazu był Mojżesz Kissling, wybitny malarz z pierwszej połowy XX w., którego dorobkiem zajmuje się specjalny instytut w Paryżu. Za 200 euro sporządzono tam panu Mariuszowi ekspertyzę: przedstawiony obraz nie został namalowany przez Kisslinga. Jest falsyfikatem.

Mariusz Jańczuk zareklamował zakup w galerii. Dowiedział się, że nigdy takiego obrazu mu tam nie sprzedano. Historia opowiedziana przez Jańczuka była tak niewiarygodna, że postanowiliśmy sami sprawdzić, ile może w niej tkwić prawdy. Chodziło przecież o renomowany dom aukcyjny, który gwarantuje swoim klientom całkowite bezpieczeństwo i jak twierdzi korzysta z opinii najlepszych ekspertów.

Postanowiliśmy wykonać falsyfikat obrazu znanego polskiego żyjącego malarza i zaoferować go "Polswiss Artowi". Współpracować z nami zgodził się znakomity i wysoko ceniony na rynku aukcyjnym artysta Franciszek Starowieyski. Pastel w stylu Starowieyskiego wykonał krakowski artysta Bogdan Achimescu, za wzór mając tylko album z reprodukcjami. Nie była to kopia oryginalnego Starowieyskiego, ale po prostu pastisz nowy obraz, którego wcześniej nigdy nie było. Gotowe dzieło przedstawiliśmy do oceny artyście.

- O Jezus Maria, o Jezus Maria! taka była pierwsza reakcja Franciszka Starowieyskiego. Dajmy sobie z tym spokój, z tego nic nie wyjdzie! Nikt się na to nie nabierze. Tylko oprawa jest przyzwoita.

Mimo to zaryzykowaliśmy. Reporter Superwizjera podając się za przedstawiciela kancelarii adwokackiej, która chce pozbyć się części masy upadłościowej, zaniósł pastel do "Polswis Artu". Po kilku dniach poinformowano go, że obraz zostanie wystawiony na aukcji w marcu. W katalogu "Polswiss Artu" pojawił się pod tytułem "Zjawa".

Na aukcję wybrał się inny reporter, tym razem jako kolekcjoner. Od pracownicy "Polswiss Artu" dowiedział się o "Zjawie" i jej wcześniejszym właścicielu wielu niezwykłych rzeczy.

- Kupił obraz od samego artysty, a wystawił go na aukcję, bo chce zmienić profil kolekcji na fotograficzny powiedziała pani z "Polswiss Artu". To dzieło bardzo typowe dla Starowieyskiego. Niezwykle atrakcyjna cena. Zwłaszcza jak na rok powstania 1959.

Rzeczywiście 1959 to rok, kiedy Franciszek Starowieyski zaczynał karierę i obraz w stylu, jaki wyrobił dużo później mógł wyglądać na prawdziwą sensację. Pani zapewniła reportera kolekcjonera, że pastel Starowieyskiego, podobnie jak wszystkie dzieła oferowane na aukcji, został wnikliwie oceniony przez komisję ekspertów.

- Mamy bardzo wymagającą i selektywną komisję, która zadecydowała, że spośród kilku oferowanych nam prac Starowieyskiego, ta trafi na aukcję powiedziała.

Przebieg aukcji był dość ospały, choć pojawiły się na niej dzieła m.in. Michałowskiego, Malczewskiego, Cybisa, Czapskiego. Dopiero licytacja "Zjawy" obudziła salę. Z ceny wywoławczej 3 500 zł doszła do 9 500 zł. "Zjawa" trafiła do rąk naszego reportera, który po kilku dniach po aukcji zapłacił gotówką.

Okazało się, że renomowany dom aukcyjny bez wahania wystawił na aukcję falsyfikat. Co więcej, dopisał mu własną wyssaną z palca historię, by podnieść jego wartość w oczach kupującego. Po zakończeniu aukcji obiecano nam przygotowanie certyfikatu autentyczności z podpisem ekspertów na papierze firmowym.

Po kilku dniach do reportera przyszedł list ze zmiętą kartką wydrukowaną z komputera, na której własnoręcznym podpisem autentyczność "Zjawy" potwierdził dyrektor "Polswiss Artu". Chcieliśmy jednak spotkać się z ekspertami i zapytać ich nie tylko o to, dlaczego wbrew obietnicy nie oni podpisali certyfikat, ale i poprosić o rozwianie naszych wątpliwości.

W siedzibie "Polswiss Artu" eksperci państwo K., posiadający stopnie naukowe doktora (on) i doktora habilitowanego (ona) historii sztuki przyznali się do małego, technicznego błędu. "Zjawa" została źle przez nich datowana. Zamiast 1959 powinno być 1995. Obraz jednak na 100 procent jest autorstwa Franciszka Starowieyskiego.

- Nie ma nic prostszego, niż w razie wątpliwości zapytać żyjącego artystę, czy jest to jego obraz powiedział pan dr K. W tym wypadku takich wątpliwości nie było.

Dr K. nie miał wątpliwości nawet wtedy, gdy reporterzy Superwizjera i Rzeczpospolitej ujawnili mu całą dziennikarską prowokację.

- W kategorii sportowej jest 1:0 dla was. Kompromituje mnie tylko to, że wdałem się w rozmowę z wami odpowiedział na pytanie, czy taka "wpadka" nie jest kompromitacją dla domu aukcyjnego.

Za to po kilku dniach do redakcji Superwizjera dr K. przysłał list. Napisał w nim m.in., że "w procesie produkcji katalogu nastąpił >czeski błąd<", a dziennikarze dokonali prowokacji "z naruszeniem elementarnych zasad nie tylko etyki zawodowej, ale również uczciwości i przyzwoitości".

Z właścicielką "Polswiss Artu" Iwoną B. nie udało się porozmawiać ani reporterowi Superwizjera, ani Rzeczpospolitej. Za jej ostanie słowa należy zatem uznać te wypowiedziane podczas wpłaty pieniędzy za "Zjawę".

- Cieszy nas, kiedy klienci są zadowoleni z naszej pracy. Zapraszamy częściej.

Reportaż przygotowany we współpracy z dziennikiem Rzeczpospolita

autor: Jarosław Jabrzyk

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Biała śmierć
Następny artykuł:

Biała śmierć

tvnpix