Aktualności

Wdowy po ofiarach katastrofy CASY: pomoc MON to fikcja
Wdowy po ofiarach katastrofy CASY: pomoc MON to fikcja 
Upokorzenie zamiast pomocy, cierpkie słowa, zamiast słów pociechy. Wdowy po żołnierzach zdecydowały się opowiedzieć o tym, jak traktowało je wojsko i dlaczego tak długo milczały na ten temat.

- Zarzucają nam pazerność, a my oddamy każde pieniądze, żeby wrócono nam życie sprzed trzech lat i naszych mężów - mówią wdowy po pilotach, którzy zginęli w katastrofie samolotu CASA. Kobiety pierwszy raz zdecydowały się na rozmowę z dziennikarzami i ujawnienie kulis ich zmagań z Ministerstwem Obrony Narodowej i Dowództwem Sił Powietrznych.

Kiedy 23 stycznia 2008 roku wojskowa CASA rozbiła się pod Mirosławcem, rodzinom ofiar obiecywano wszechstronną pomoc. Premier i szef MON deklarowali najlepszą opiekę psychologiczną.

- To wszystko było na pokaz twierdzą wdowy. Jedna z nich wspomina moment, w którym poinformowano ją o śmierci męża: - Przyszło do mnie kilku żołnierzy, usiedli przed telewizorem i czekali na to, co podadzą serwisy. W pewnym momencie jeden z nich odebrał telefon, chwilę słuchał, po czym wstał, podał mi rękę i powiedział "Bardzo mi przykro, pani mąż nie żyje". Tylko ja o tym już wcześniej wiedziałam z wiadomości.

Inna przypomina sobie wizytę młodej psycholog, która nie wiedziała, jak powiedzieć jej o śmierci męża.

- Pomoc psychologiczna to śmiech. Raz do roku, zazwyczaj w okolicy rocznicy katastrofy, dzwoniła do nas pani psycholog z Dowództwa Sił Powietrznych i pytała o samopoczucie relacjonuje kolejna z wdów.

Każda zbliżająca się rocznica sprawiała, że armia przypominała sobie o wdowach po swoich oficerach. Rozdzwaniały się telefony. - Zapewniano nas, że wszelkie sprawy dotyczące socjalu, wykupu mieszkań, rent, zostaną jak najszybciej załatwione mówi jedna. - Kiedy rocznica mijała telefony znowu były głuche, a nasze sprawy ciągnęły się miesiącami dodaje kolejna.

Przy okazji rocznic MON i DSP prosiły kobiety, by pod żadnym pozorem nie rozmawiały z dziennikarzami. - Dziś wiemy, że mydlono nam oczy, byśmy siedziały cicho i nie opowiadały, jak naprawdę wyglądała ta tzw. pomoc ze strony wojska.

Pod koniec zeszłego roku, wdowy postanowiły zwrócić się do państwa z wnioskami o wypłacenie odszkodowań. Impulsem stała się informacja, że pieniądze dostaną rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Wdowy po lotnikach razem z dziećmi i rodzicami zabitych złożyły ponad 70 wniosków do sądu. - Nie chciałyśmy rozgłosu, ale w telewizji zaczęły padać kwoty, jakie dostajemy. Dla mnie to trochę nie w porządku mówi jedna z kobiet. Druga przypomina sobie, że po ogłoszeniu ugody sądowej z MON słyszała wiele słów zawiści albo źle ukrywanej zazdrości, że się dorobiła. - Zrobiono z nas pazerne baby, a my oddamy każde pieniądze, żeby wrócono nam życie sprzed trzech lat i naszych mężów.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Wielka strata, mały wyrok
Następny artykuł:

Wielka strata, mały wyrok

tvnpix