Aktualności

Psychotropy w domu dziecka
Psychotropy w domu dziecka 
Alkoholizm matki zamienił jej dzieciństwo w koszmar. Dlatego nie rozpaczała, gdy trafiła do domu dziecka. Myślała, że jej życie może się zmienić tylko na lepsze. - Miałam nadzieję, że wreszcie zaznam ciepła, którego tak mi brakowało - wspomina Aleksandra. Zamiast tego przeżyła koszmar: wychowawcy zmuszali ją do przyjmowania leków psychotropowych.

Miała 13 lat, kiedy sąd zdecydował, że dłużej nie będzie mieszkać z matką. Trafiła do domu dziecka przy ulicy Grottgera w Gdańsku. To była jedna z pomorskich placówek, którą prowadziła działająca od ponad 20 lat Fundacja Rodzina Nadziei.

"Miałam myśli samobójcze"

- Trzeciego dnia wychowawcy przyszli po mnie i powiedzieli, że musimy jechać na kontrolę do psychiatry - wspomina Ola. Tam ze szczegółami wypytywano ją o rodzinę biologiczną, ale dziewczyna nie chciała opowiadać.

- Więc lekarka powiedziała wychowawcom, że dzieje się ze mną coś złego i trzeba dać mi leki. Na wyciszenie, uspokojenie. Dostałam hydroksyzynę, chlorprotiksen i concertę - wylicza Aleksandra. Nazwy pamięta bardzo dobrze. - Bo to są trzy pierwsze leki, które dostałam - tłumaczy. W ten sposób zaczął się dramat dziewczyny. Po psychotropach czuła się fatalnie. - Jak zombie. Byłam osowiała, nie chciało mi się żyć. Miałam myśli samobójcze - opowiada. Ola nie była jedyna.

"Dla wygody, spokoju"

Dziennikarze UWAGI! ustalili, że podobne leki podawano też innym dzieciom przebywającym w tej oraz w innych placówkach prowadzonych przez fundację. Dotarliśmy do byłej wychowawczyni, która przez kilka lat pracowała w jednej z nich. - Wiadomo było, że te dzieci mają różne zaburzenia, problemy ze snem, że jest duża agresja wśród tych dzieci. Leki dawali wychowawcy. Dla wygody, spokoju – mów pani Małgorzata.

Ola brała psychotropy przez trzy lata. - Z czasem zaczęłam się buntować. Usiłowałam ukrywać leki, np. chowałam je pod językiem - wspomina. Taka strategia przynosiła efekt, ale tylko w przypadku części wychowawców. Tych, którzy leki dawali dzieciom do ręki. - A potem wychodzili z pokoju. Mówili, że to nasza sprawa, co z tym zrobimy. Ale byli też tacy, którzy zmuszali nas do brania tych leków - podkreśla Aleksandra.

Tak było w przypadku 12-letniej Marty, która podobnie jak Ola sprzeciwiała się braniu leków psychotropowych. - Jeden z wychowawców usiadł na tą chudą dziewczynkę i wpychał jej te leki na siłę, do buzi. Widziałam to na własne oczy - opowiada Aleksandra i wspomina, że niektóre dzieci były tak zdesperowane, że potrafiły uciekać przed wychowawcami przez balkon.

Skarżyli się

Czy to możliwe, by urzędnicy - którzy regularnie kontrolują tego typu placówki - nie wiedzieli o tych praktykach? - Jeżeli do danego domu przychodziła kontrola, np. w ośrodka pomocy rodzinie czy urzędu wojewódzkiego, to ma dostęp do zeszytu leków. Musi mieć - podkreśla Małgorzata, opiekunka w domu dziecka prowadzonym przez FRN.

Kierownik MOPR w Gdański potwierdza. Owszem, jego pracownicy wiedzieli, że dzieci dostają leki psychotropowe. - I sprawdzali, czy lekarze wypisali na nie recepty! - podkreśla Leszek Grondzki. Jak to możliwe, że pracowników nie zastanowiło, że takie środki dzieci przyjmują nawet 3 lata? - Jeżeli specjalista uznaje, że to jest okres, przez który powinno się podawać leki, to my się opieramy na jego fachowości! Nie jesteśmy jednostką, która może podważać decyzje lekarza - upiera się kierownik MOPR.

Potwierdza jednak, że doszło do tego, że zdesperowani wychowankowie domu dziecka sami przyszli do ośrodka pomocy rodzinie, żeby się poskarżyć na złe traktowanie. - Mówiły nam, że warunki w domu nie są do końca odpowiednie. I my od razu wtedy podjęliśmy działania! - odpowiada Grondzki.

Traumatyczne wspomnienia

Aleksandra do dziś nie może uwolnić się od traumatycznych wspomnień. W domu dziecka spędziła ponad trzy lata. Kiedy spacerujemy w okolicy, bardzo się denerwuje. - Nie pałam miłością do tego miejsca - wyjaśnia. A kiedy słyszy pozdrowienie od jednego z przedstawicieli fundacji Rodzina Nadziei, ucieka z płaczem. - Spotkało mnie tu bardzo dużo zła - mówi kobieta.

Psychiatra, która zajmowała się wychowankami domu dziecka przy ulicy Grottgera, to prywatnie siostra prezesa fundacji. Lekarka spotkała się z nami, ale powołując się na tajemnicę lekarską nie zgodziła się na upublicznienie swojej wypowiedzi. Powiedziała nam jedynie, że przepisywane przez nią leki były jedną z form pomocy wychowankom domu dziecka.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

Witam!
Trudno zachować obiektywizm w sprawie, w której chodzi o los osieroconego dziecka. Łatwo jest oceniać wychowawców domów dziecka. Nie wątpię, że właśnie w tej danej placówce dzieci były źle traktowane i doszło do wielu innych nieprawidłowości. Proszę Państwa, ale to nie wychowawcy tworzą taki system. Jestem byłym wieloletnim... rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      ~Gość

      Jestem oburzona, nikt przez tyle lat z tym nic nie zrobił? Jak dzieci mogą się bronić, jeżeli nawet szukają pomocy w instytucjach pomocowych i ........nic...............Skandal. Czy w tych instytucjach pracują matki, ojcowie odporni na krzywdę dzieci?

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          ~Gość

          Gdzie w tym wszystkim był Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie i Urząd Wojewódzki? Przecież jak jest powiedziane w reportażu- wiedzieli o tym. Prościej nie widzieć- nie trzeba interweniować.

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              ~Gość

              Nieda sie nie wierzyć tej dziewczynie ! , te wspomnienie nie przeminie , powiedział by nie jeden " ty w tym auschwitz zginie " , reakcja jej na tego faceta to jak zobaczyła by Pedofila , w takich ilościach podawane te psychoaktywne leki nieźle zrobiły spustoszenie w głowach dzieciakom !

              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                  0
                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                    0
                  • zgłoś naruszenie
                  ~Gość

                  Warto przyjrzec sie zyciorysom tych wychowanek i co z reszta? Mowa jest, ze placowka istniala 20 lat. W ciagu tych 20 lat, az 3 osoby "były w tym horrorze"? Co z resztą? Nikt nie przezył tego horroru? A może tamte dzieciaki sądzą inaczej?

                  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                      0
                    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                        0
                      • zgłoś naruszenie
                      ~Gość

                      Sprawy psychiatryczne zawsze są dobrze ukrywane, bo ktoś mnie moż. "wziąć za wariata". Trzeba mówić takie rzeczy, uświadamiać, bo jak nikt nic nie mówi, to jest ciemnogród.Każdy wie, że psychiatria nie potrafi niczego wyleczyć, jedynie zamienia ludzi w "roślinki".

                      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                          0
                        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                            0
                          • zgłoś naruszenie
                          ~Gość

                          komentarz ukryty - pokaż

                          Co za bzdury. Znam te dziewczyny i bywałam w tym domu. Nie wierzę w to, że takie coś się tam działo, zwykła ściema i kłamstwa.

                          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                              0
                            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                                1
                              • zgłoś naruszenie
                              nick24
                              nick24

                              Masz rację aż się wierzyć nie chce. Szkoda, że takie rzeczy dzieją się naprawdę, a osoby które twierdzą że tam bywały, udają że nic złego się nie wydarzyło.

                              • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
                                  0
                                • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                                    0
                                  • zgłoś naruszenie
                                  Pomoc | Zasady forum
                                  Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
                                  Psychotropy w domu dziecka
                                  Następny artykuł:

                                  Psychotropy w domu dziecka

                                  tvnpix