Aktualności

Powrót "Zjawy"
Powrót "Zjawy" 
Reporterowi Superwizjera w dziecinnie prosty sposób udało się udowodnić, że w renomowanym domu aukcyjnym można sprzedać falsyfikat obrazu.

Ponad rok temu podczas aukcji w renomowanym domu aukcyjnym w Warszawie po zaciętej licytacji został sprzedany pastel pod tytułem "Zjawa", w katalogu aukcji przypisany Franciszkowi Starowieyskiemu. Zarówno uczestnicy aukcji, jak właścicielka domu aukcyjnego gratulowali nabywcy doskonałego wyboru. Eksperci domu wydali stosowny dokument, poświadczający autentyczność pracy.

Po kilku tygodniach Superwizjer wyemitował reportaż pod takim samym, jak obraz tytułem. Pokazaliśmy w nim, jak krakowski artysta Bogdan Achimescu na podstawie albumowych reprodukcji dzieł Starowieyskiego robi falsyfikat jego obrazu nie kopię, ale właśnie falsyfikat. Pokazaliśmy, jak dziennikarz Superwizjera wstawia ten falsyfikat do domu aukcyjnego, inny dziennikarz wybiera się na aukcję i po licytacji kupuje obraz. Każdy, kto obejrzał reportaż Superwizjera mógł się przekonać, że dokonaliśmy klasycznej dziennikarskiej prowokacji.

W jakim celu? Chcieliśmy przekonać się, na ile prawdziwe są opinie utrzymujące, że polski rynek dzieł sztuki jest pozbawiony kontroli, falsyfikaty i kopie dzieł sztuki krążą po galeriach i sprzedawane są na aukcjach, a eksperci nie spełniają podstawowych standardów i nikt nie kontroluje ich kwalifikacji.

- Polski rynek dzieł sztuki to pełna pułapek dżungla mówił Janusz Miliszkiewicz, dziennikarz zajmujący się rynkiem dzieł sztuki. Nie ma żadnych reguł. Ekspertem może zostać każdy. Prawo nie nadąża za polityką rynkową.

Bezpośrednią inspiracją do realizacji reportażu była historia kolekcjonera Mariusza Jańczuka, który, jak twierdził, za 150 tys. zł kupił obraz Mojżesza Kisslinga, przedwojennego polskiego malarza, działającego w Paryżu. Po pewnym czasie był zmuszony sprzedać obraz, ale w Polsce nie znalazł nabywcy. Zwrócił się do francuskiego instytutu, zajmującego się dziełami Kisslinga. Otrzymał odpowiedź, że to, co posiada, jest falsyfikatem.

Postanowiliśmy w tym samym domu aukcyjnym, który sprzedał obraz Kisslinga, wystawić na aukcji falsyfikat. Poprosiliśmy znanego artystę Franciszka Starowieyskiego, by zgodził się na wykorzystanie jego twórczości. Zgodził się, choć gdy zobaczył efekt, nie krył zwątpienia uznał, że falsyfikat jest tak niepodobny do jego prac, i tak słaby, że nikt nie da się nabrać. Mimo to, reporter Superwizjera, podając się za przedstawiciela kancelarii adwokackiej, która chce pozbyć się części masy upadłościowej, zaniósł pastel do domu aukcyjnego.

Pastel został bez wahania przyjęty. Potem wystawiony na aukcję, a po zażartej licytacji, którą wygrał inny dziennikarz, podający się tym razem za kolekcjonera, wrócił do Superwizjera, i później dostał certyfikat autentyczności od związanych z domem aukcyjnym ekspertów historyków sztuki, państwa Ireny i Łukasza K. Zapewnili oni, że pastel na pewno wyszedł spod ręki Franciszka Starowieyskiego.

- Nie ma nic prostszego, niż w razie wątpliwości zapytać żyjącego artystę, czy jest to jego obraz, to najpewniejsza możliwość weryfikacji, na sto procent powiedział wtedy dr Łukasz K., podpisując się pod certyfikatem.

Kiedy prawda wyszła na jaw, Łukasz K. nadal utrzymywał, że się nie pomylił. Więcej, kiedy Janusz Miliszkiewicz, dziennikarz zajmujący się rynkiem dzieł sztuki, opublikował w miesięczniku Art and Business felieton, odnoszący się do historii "Zjawy", Łukasz K. uznał, że zostały naruszone jego dobra osobiste i wytoczył Miliszkiewiczowi proces.

- Napisałem felieton, w którym wyśmiałem kompetencje i nierzetelność zawodową Łukasza i Ireny K. mówi Janusz Miliszkiewicz. Trzy miliony osób widziało, że to falsyfikat, a teraz nagle, w trakcie rozprawy nastąpiła rzecz dla wszystkich zaskakująca.

Łukasz K. za pośrednictwem adwokata oświadczył, że istnieją pełne przesłanki, by "Zjawę" uznać za autentyczne dzieło Franciszka Starowieyskiego. Sam artysta pojawił się na sali rozpraw jako świadek. Bardziej niż jednoznacznie stwierdził, że "Zjawa" nie wyszła spod jego ręki opowiedział, że zupełnie inaczej prowadzi kreskę rysunku, że nie używa w swoich pracach niektórych rekwizytów w taki sposób, w jaki zostały wykorzystane w "Zjawie".

- Czuję się obrażony, że ktokolwiek mógł posądzić mnie o autorstwo powiedział Franciszek Starowieyski. Wszystko w tym obrazie jest dla mnie obraźliwe.

Łukasz K., który ponad rok temu sam uznał bezpośrednią opinię artysty za najpewniejsze potwierdzenie autentyczności jego dzieła, musiał czekać na spotkanie ze Starowieyskim przed sądem, by taką opinię usłyszeć.

- Według oświadczeń pana Franciszka Starowieyskiego wszystko wskazuje na to, że ten obraz nie ma nic wspólnego z jego autorstwem przyznał w końcu przed sądem Łukasz K.

Sprawa wciąż się toczy. To, że w ogóle się zaczęła, dziwi Andrzeja Strokę, znawcę twórczości Starowieyskiego.

- Jeśli jest dokumentacja filmowa i fotograficzna z czasu powstawania pracy, to trzeba być samobójcą, by upierać się przy swoim mówi Andrzej Stroka. Osoba, która potwierdziła, że ten rysunek wyszedł spod ręki Starowieyskiego, ma niezwykle małe doświadczenie i wiedzę na temat tego, co robi Starowieyski. Równie dobrze można by poprosić panią ze sklepu warzywniczego, żeby potwierdziła, że to Starowieyski.

To, co pokazaliśmy w obu reportażach o "Zjawie", udowodniło, że istnieje pilna potrzeba prawnych uregulowań rynku sztuki w Polsce. Chodzi przecież o duże pieniądze, i o prestiż kraju, w którym mogą zdarzać się takie skandale, jak ten, który wywołała "Zjawa".

- Powinien powstać zawód eksperta mówi Janusz Miliszkiewicz. Liczę na to, że nowy, mądry prawodawca postanowi w odpowiednich uregulowaniach prawnych, jak taki zawód ma wyglądać.

autor: Jarosław Jabrzyk, zdjęcia: Marek Przęczek, Dariusz Szymura, Piotr Wacowski, montaż: Maciej Karczewski

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Skazany byle jak
Następny artykuł:

Skazany byle jak

tvnpix