Aktualności

Diler numer jeden
 
Był głównym dilerem narkotykowym największych polskich grup mafijnych Pruszkowa, Wołomina, Wybrzeża. Od pięciu lat współpracuje z amerykańskimi służbami specjalnymi.

Od kilku miesięcy dzięki bezprecedensowej decyzji Amerykanów zeznaje przed polskimi prokuratorami. Reporterzy Superwizjera i RMF są pierwszymi dziennikarzami, którym ujawnił sensacyjne szczegóły narkotykowego przemytu i powiązań polskiej mafii.

Polscy mafijni bossowie przyznawali się przed sądami do wielu przestępstw: przemycania alkoholu, haraczy, porwań. Jednak nigdy żaden z nich nie chciał mówić o produkcji i handlu narkotykami. Choć polska amfetamina podbijała świat, a do kraju trafiały tony kokainy, polska policja łapała jedynie płotki. Nigdy nie udało się rozbić świetnie zorganizowanego rynku. W tym roku nastąpił przełom.

W czerwcu funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego zatrzymali członków ścisłego kierownictwa warszawskiego gangu Andrzeja H., pseudonim "Korek". Według ustaleń policji "Korek" kontrolował większość rynku handlu kokainą w Polsce. Aresztowania możliwe były dzięki zeznaniom skruszonego barona narkotykowego, który po aresztowaniu w USA zdecydował się na współpracę ze służbami federalnymi, ścigającymi przestępczość narkotykową.

Cztery lata temu, po raz pierwszy w historii, w orbicie zainteresowań agencji DEA (Drug Enforcement Administration) - największej na świecie agencji zwalczającej międzynarodową produkcję i handel narkotykami, znaleźli się dwaj Polacy jako organizatorzy międzynarodowego przemytu. Obaj, po aresztowaniu rozpoczęli współpracę. Ich informacje pozwoliły na zlikwidowanie największego szlaku przerzutu kokainy do Polski i Europy Wschodniej.

Dziennikarze Superwizjera i RMF jako pierwsi rozmawiali z tajnymi współpracownikami amerykańskich służb federalnych Andrzejem i Leszkiem. Opowiedzieli oni o szczegółach gigantycznego przemytu kokainy do Polski oraz produkowanych w Polsce amfetaminy i extasy do USA.

Pomimo wielkiego doświadczenia w przemycie narkotyków, Andrzejowi nie udało się uniknąć aresztowania. Został zatrzymany podczas próby sprzedaży 100 kg kokainy. Zgodził się na współpracę z DEA. Dzięki jego informacjom zlikwidowano kilka szlaków przerzutu kokainy z Ameryki Południowej do USA. Oficer DEA, odpowiedzialny za kontakty z Polską, podkreśla jego wiarygodność. Zaznacza, że w przypadku złapania na kłamstwie, Andrzej natychmiast trafiłby do więzienia.

W śledztwie prowadzonym wspólnie przez DEA oraz krakowską prokuraturę, pojawia się drugi ważny świadek z Polski. Leszek również został aresztowany przez amerykańskie służby federalne. Dysponował znakomitymi kontaktami w Kolumbii i Hondurasie. Od kilku lat jest ważnym świadkiem w wielu śledztwach przeciwko międzynarodowej mafii narkotykowej.

Andrzej i Leszek zorganizowali szlak, poprzez który w latach 90. płynęło do Polski 90 proc. kokainy. Narkotyk z Ameryki Południowej, poprzez Miami trafiał do Chicago, a stamtąd szmuglowany był do Polski. Kokainę odbierali polscy mafiozi. Polska nie tylko była odbiorcą kokainy, ale przede wszystkim producentem słynnej polskiej amfetaminy i extasy, które zalewały światowe rynki.

W 2000 r. w Wiedniu policja udaremniła próbę transakcji. To zdarzenie to początek końca jednej z największych siatek narkotykowych. Jej organizatorem był nasz nowojorski informator Andrzej. Jego kurierzy mieli odebrać w wiedeńskim hotelu "Intercontinental" 30 tys. tabletek extasy. Nie wiedzieli, że w ich grupie od kilku miesięcy działa agent DEA. To on zorganizował transakcję, dzięki której na gorącym uczynku wpadło trzech ważnych kurierów. Tak rozpoczęło się śledztwo, które doprowadziło do aresztowania Andrzeja i do odkrycia gigantycznego szlaku przemytu amfetaminy i extasy do Skandynawii i USA.

Wpadka w Wiedniu i materiały przesłane przez austriacką policję doprowadziły do wykrycia ogromnego laboratorium w podkieleckim Blizynie, w którym produkowano wysokiej klasy amfetaminę i extasy. Za jego twórcę uznano doktora Ryszarda Jakubczyka, pseudonim "Profesor" oraz "Chemik". Dziś Jakubczyk odsiaduje 9-letni wyrok w więzieniu w Nowym Sączu. Wciąż nie przyznaje się do winy.

W laboratorium w Bliżynie pracował przyjaciel Jakubczyka, profesor Michał S., były pracownik Politechniki Radomskiej. Michał S. został ciężko ranny podczas wybuchu w laboratorium, przy produkcji kolejnej partii narkotyków. Konającego mężczyznę znalazł Jakubczyk. Zamiast do szpitala, zawiózł go do domu.

Przed śmiercią profesor Michał S. pracował nad formułą nowej tabletki extasy, nazywanej od wytłoczonego, charakterystycznego znaku "White Mitsubishi". Okazało się, że wyprodukowany towar jest niezwykle silny i niebezpieczny. W Skandynawii i w USA tabletki zabiły co najmniej 37 osób. Śmierć następowała z przegrzania organizmu.

W 2000 r. w Nowym Jorku zatrzymano polskich dilerów. Posiadali przy sobie narkotyki z laboratorium pod Kielcami. Amfetamina i extasy wyjeżdżały z Polski poprzez Wiedeń i stamtąd trafiały do Skandynawii oraz za ocean.

Pozostaje pytanie, kto finansował produkcję narkotyków w Polsce? Na czyje polecenie działał doktor Jakubczyk? On sam konsekwentnie nie przyznaje się do produkcji narkotyków. Ujawnia jednak, że nadzorował nielegalne laboratoria chemiczne, należące do Wojciecha Papiny, tajemniczego biznesmena z Wiednia. Ich współpraca rozpoczęła się przed siedmioma laty, kiedy Papina zaprosił Jakubczyka do Wiednia. W Rumunii Papina potrzebował specjalisty do nadzoru nad produkcją komponentów, z których pod Kielcami można było wytwarzać narkotyki.

Wojciech Papina pod koniec lat 80. wpadł w Hiszpanii na wielkim przemycie narkotyków. Później szmuglował diamenty, alkohol i papierosy, ściśle współpracował z gangiem pruszkowskim. W połowie lat 90. był zamieszany w głośne porwanie niemieckiego przemysłowca, właściciela koncernu tytoniowego Rothmans. Papinę oskarżono o pranie pieniędzy pochodzących z okupu. Niedawno wyszedł z austriackiego więzienia po odsiedzeniu wyroku za przemyt 115 tys. tabletek extasy.

Narkotyki w obie strony przemycali pracownicy LOT-u lotnicy i stewardessy. Według słów Andrzeja dostawali za jeden lot od 200 do 800 dolarów. W rozmowie z dziennikarzami, jedna ze stewardess powiedziała, że lotniczy przemyt także narkotyków był powszechny. Pracownicy LOT-u, którzy choć raz poszli na współpracę z mafią, byli potem zmuszani szantażem do kolejnych przerzutów. Kilku z nich zostało aresztowanych w USA. Ostatnie zatrzymanie miało miejsce 30 maja w Nowym Jorku.

Prowadzący śledztwo w sprawie polskich grup handlujących narkotykami mówią, że istnieją ślady powiązań ich bossów z prominentnymi polskimi politykami. Na razie jednak ich zdaniem jest za wcześnie, by ujawniać nazwiska.

autor: Witold Gadowski, Przemysław Wojciechowski, Roman Osica (RMF)

Komentarze (1)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

to ja romek potszebuje afetmine

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      Pomoc | Zasady forum
      Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
      Zjawa
      Następny artykuł:

      Zjawa

      tvnpix