Aktualności

Biesłan: krajobraz po tragedii
Biesłan: krajobraz po tragedii 
Lidia Urmanowa miała cztery wnuczki: najstarsza miała czternaście, najmłodsza sześć lat. W ciągu kilku dni straciła wszystkie.

55-letnia Lidia Urmanowa, z domu Iwaszkiewicz Masłowska, urodziła się w polskiej rodzinie na Białorusi. Wychowała trójkę dzieci: dwóch synów Siergieja i Alana i córkę Larisę. Doczekała się czwórki wnuczek. Córeczka Siergieja i Rity Zalina skończyła w tym roku sześć lat. Alan i Natalia mieli dziewięcioletnią Maszę. Larisa i Siergiej Rudnik czternastoletnią Julię i o dwa lata młodszą Janę.

Wszystkie dziewczynki chodziły do szkoły nr 1 w Biesłanie. 1 września cała rodzina poszła na uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Lidia pamięta, jak wnuczki przed wyjściem poszły w zawody, która lepiej ją pocałuje. Parę godzin później, kiedy była w pracy, ktoś przybiegł i powiedział, że w szkole nr 1 wzięto zakładników.

Przez trzy dni dramatem zakładników z Biesłanu żył cały świat. Potem był niezorganizowany, bezładny szturm sił specjalnych. Zdetonowanie bomby w sali gimnastycznej, do której terroryści spędzili setki osób. Egzekucje zakładników. Strzelanina na oślep, w której od kul odbijających zakładników Osetyńców i Rosjan ginęły osetyńskie i rosyjskie dzieci. Potem świat obiegły zdjęcia: szeregi ułożonych na noszach ciał dzieci, rozpaczające matki, kwiaty, znicze i dziecięce zabawki, które ludzie znosili pod zrujnowany budynek szkoły.

Zginęło około 350 osób, w większości dzieci. Wśród nich wszystkie wnuczki Lidii. Zginęły też Rita Urmanow, matka Zaliny, i Larisa Rudnik, matka Julii i Jany. Żona Alana, Natalia, została ciężko ranna.

Dziś, blisko trzy miesiące po tragedii, szkoła wygląda tak samo. Nikt nie uprzątnął gruzu. Pod szkołą cały czas leżą kwiaty, palą się znicze. Ciągle przychodzą tam mieszkańcy miasta, do dziś znajdują drobiazgi należące do swoich bliskich. Krewni zakładników dostali zapomogę 100 tys. rubli za każdego zabitego członka rodziny; 50 tys. dostali ci, którzy przeżyli.

Lidia Urmanowa i jej syn Siergiej cały czas rozpamiętują koszmar okupacji szkoły. Siergiej cały czas był w środku, kilka razy został ranny w nogi. Przed szturmem udało mu się doczołgać do żony i córki, które wszystkie dni okupacji były w sali gimnastycznej. Kiedy zaczął się szturm, wybuchła panika, rozdzieli się. Siergiej próbował uciekać: - Tam nie było żadnego bohaterstwa: ludzie uciekali, gdy ktoś mógł chwycić kogoś bliskiego, to uciekał razem z nim mówi. Jemu udało się zabrać córkę. Terroryści w każdym oknie postawili kobietę z dzieckiem krzyczały, żeby do nich nie strzelać, a terroryści strzelali spod ich nóg do szturmujących żołnierzy.

Nastąpił wybuch. Leżałem pod ciałami, wyciągnąłem spod nich rękę i za nią mnie wyciągnęli mówi Siergiej. Ludzie z jednostek specjalnych dźgali mnie lufami od karabinów. Myśleli, że jestem terrorystą.

Siergiej słyszał płacz córki. Zalina znalazła się tak jak ojciec w szpitalu, ale nie wiedziała, co stało się z rodzicami. Zmarła na zawał myślała, że oboje zginęli.

Rita, jej matka, zginęła od razu od wybuchu.

Larisa, córka Lidii, była przy tym, jak drugiego dnia zmarła jej córka. Dwunastoletnia Jana była chora na cukrzycę, nie wytrzymała bez wody, jedzenia, leków. Moja córka przytuliła ją do siebie i długo z nią siedziała. Żegnała się mówi Lidia.

Lidia w szpitalu odszukała Natalię, swoją synową. Nie rozpoznała jej: była cała w bandażach, widać jej było tylko usta: - Ona mówi: Mamo, to ja, Natasza!. Zrozumiałam, że to żona mojego młodszego syna opowiada Natalia.

Potem okazało się, że córka Natalii, Masza, zginęła od wybuchu.

Gdy Lidia nie znalazła reszty rodziny w szpitalu, zaczęła szukać w kostnicy: - Patrzę: leży młoda kobieta. Cała spalona. Podeszłam, patrzę, kawałek bluzki, białej, lnianej. To była moja córka, Larisa.

Z Lidią był mąż Larisy, Siergiej. Parę chwil po tym, jak odnalazł ciało żony, rozpoznała swoją córkę. Po kolczyku na uchu i srebrnym łańcuszku z krzyżykiem. Miała zmasakrowaną twarz, nie do rozpoznania.

Z dziesięciu osób w rodzinie Lidii przeżyło czworo. Natalia cały czas leży w szpitalu w Moskwie w bardzo ciężkim stanie przeszła cztery operacje, czekają ją następne. Opiekuje się nią mąż Alan. Dziś Lidia została sama ze swoim synem Siergiejem. Każdy ich dzień to nieustanne rozpamiętywanie tragedii.

- Wstaję rano, podchodzę do nich mówi Lidia, która zrobiła sobie ołtarzyk ze zdjęciami wnuczek. Zaczynam z nimi rozmawiać. Mówię im: biedactwa moje, co się z wami stało, co wy przeżyliście, za co? Popłaczę sobie, pocałuję ich wszystkich... Dopiero potem idę do kuchni. I tak zaczynam każdy dzień.

Siergiej codziennie chodzi na cmentarz. Zdążył postawić swojej żonie i córeczce grób. Na nagrobku z czarnego kamienia zostały wyrzeźbione ich twarze. Teraz, kiedy oddał im ostatnią posługę, nie chce już dłużej mieszkać w Biesłanie.

- Chcę stąd wyjechać, nie wiem dokąd mówi. Nie mogę żyć w kraju, w którym wyceniono życie moich bliskich na 100 tysięcy rubli odszkodowania.

autor: Anna Szumilas, zdjęcia: Marek Przęczek, montaż: Wojciech Słota

Komentarze (2)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Przekupni psychiatrzy
Następny artykuł:

Przekupni psychiatrzy

tvnpix