Były wiceminister wraca na salony
  Foto: |
Zbigniew R., były wiceszef MSWiA w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, który po pijanemu ścigał swoim bmw, a następnie sterroryzował pistoletem rodzinę z małym dzieckiem, nie poniósł kary. Prokuratura umorzyła postępowanie, Zbigniew R. odzyskał też prawo jazdy. Czy odzyska też pozwolenie na broń?

W maju, podczas konferencji poświęconej problemom bezpieczeństwa publicznego, Zbigniew R., wówczas podejrzany w śledztwie Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, spotkał się przy piwie z prokuratorem krajowym Bogdanem Święczkowskim. Udało nam się zarejestrować moment tego spotkania. Obaj dobrze się bawili, na filmie widać, że dobrze czują się w swoim towarzystwie, żartują i śmieją się.

Dwa tygodnie później elitarny Wydział Do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją Prokuratury Krajowej zwraca się do Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu o przesłanie akt sprawy administracyjnej, w wyniku której Zbigniewowi R. odebrano pozwolenie na posiadanie broni.

Pościg i strzelanina

Żeby lepiej zrozumieć o co chodzi w sprawie Zbigniewa R. musimy cofnąć się do 6 kwietnia 2014 roku. Krótko po godzinie 20.00 w okolicach Nowego Tomyśla, trzyosobowa rodzina wraca do domu po rozwiezieniu zaproszeń na Pierwszą Komunię. Nagle passata, którym jadą, dogania ciemne bmw. Jego kierowca oślepia ich światłami drogowymi, następnie gwałtownie wyprzedza i zmusza do zatrzymania. Na oczach przerażonych ludzi rozgrywa się scena jak z koszmaru - z bmw wysiada mężczyzna w pidżamie z pistoletem w dłoni i zaczyna strzelać w powietrze. Chłopiec na tylnym siedzeniu wpada w panikę, krzyczy, że nie chce umierać. Jak się później okaże, ta sytuacja spowoduje u niego lęki i nocne koszmary.

Kierująca passatem kobieta wrzuca wsteczny i w panice, z prędkością 170 kilometrów na godzinę, ucieka, dwukrotnie przejeżdżając na czerwonym świetle. We wstecznym lusterku wciąż widzi ścigające ją bmw. Jej mąż dzwoni w tym czasie na policję.

Policjanci z Nowego Tomyśla doganiają bmw około godziny 22.00. Od kierowcy wyraźnie czuć alkohol, na tylnym siedzeniu leży pistolet glock. Funkcjonariusze napiszą potem, że mężczyzna groził im, że doprowadzi do zwolnienia z pracy ich i komendanta wojewódzkiego policji. Twierdzi też, że ma szerokie znajomości na szczytach władzy.

Po wylegitymowaniu okazuje się, że napastnikiem jest Zbigniew R., były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, który w 2007 roku nadzorował policję. Jest pijany, żeby mógł złożyć wyjaśnienia, trzeźwieje w policyjnej izbie zatrzymań. Jego samochód trafia na policyjny parking.

Sprawa szybko trafia na czołówki serwisów informacyjnych. Wydaje się, że zatrzymanego na gorącym uczynku były wiceministra czeka krótkie śledztwo, szybki proces i surowy wyrok. Ale już wkrótce okaże się, że w przypadku Zbigniewa R.nie jest to wcale takie oczywiste.

Poważne wątpliwości

Śledztwo w sprawie wydarzeń na szosie w okolicach Nowego Tomyśla wszczyna prokuratura okręgowa w Poznaniu. Już kilka dni po zdarzeniu Zbigniew R. z podejrzeniem problemów zdrowotnych trafia do szpitala. Niedługo potem jest w domu - prokuratura zastosowała wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze, czyli kaucję w wysokości 35 tysięcy złotych. Te pierwsze decyzje wzbudzają lawinę negatywnych komentarzy polityków ówczesnej opozycji, krytykuje je na przykład ówczesny poseł, a obecny Prezydent RP, Andrzej Duda.

Tymczasem w śledztwie Zbigniew R. twierdzi, że ścigał podejrzanych o włamanie. Jednak późniejsze ustalenia śledztwa wyklucza, aby ofiary miały cokolwiek na sumieniu. Nigdy nie było ich w okolicy domu Zbigniewa R., nie ma najmniejszych wątpliwości, że są przypadkowymi ofiarami. Co więcej do prokuratury zgłaszają się mężczyźni z innego samochodu, który tego wieczoru ścigał Zbigniew R. Ich także były wiceminister obrał sobie za cel zupełnie przypadkowo.

Śledztwo zostaje przeniesione do Szczecina. A nowy prowadzący postępowanie już po kilku miesiącach je umarza. Powodem są ustalenia biegłych, wedle których były wiceminister był w chwili popełnienia zarzucanych mu czynów niepoczytalny. Decyzję prokuratura uchyla jednak sąd, który nakazuje wykonać dodatkową opinię biegłych oraz inne czynności. Prokurator wypełnia te zalecenia i znowu chce umorzenia sprawy. Ostatecznie sprawa zostaje umorzona w lipcu 2016 roku. Zbigniew R. nie tylko nie ponosi odpowiedzialności za wydarzenia sprzed przeszło dwóch lat, ale odzyskuje prawo jazdy. Jedynymi konsekwencjami są odebranie pozwolenie na broń i przepadek pistoletu.

W sprawie są jednak wątpliwości. Po pierwsze prokurator przyjął, że Zbigniew R. był niepoczytalny w chwili popełnienia czyny. Zarazem jego niepoczytalność miała charakter chwilowy i trwała od mniej więcej godz. 20. do około 23. Jej powodem było łączne działanie alkoholu i leków. Z naszych ustaleń wynika, że w postępowaniu został przesłuchany lekarz, który wypisał recepty Zbigniewie R. i miał on przyznać, że pouczył pacjenta o skutkach łączenia działania leków i alkoholu. A to oznacza, że Zbigniew R. mógł świadomie wprowadzić się w stan niepoczytalności, co powinno skutkować pociągnięciem go do odpowiedzialności karnej.

Po drugie Zbigniew R. zawiadomił prokuraturę, że zatrzymujący go policjanci poświadczyli nieprawdę. W swoim zawiadomieniu bardzo precyzyjnie opisał moment zatrzymania, punktując rzekome błędy w notatkach funkcjonariuszy i precyzyjnie przytaczając domniemane przeinaczenia swoich słów. Ale jeśli według był niepoczytalny, i jak sam wyjaśniał, zapamiętał pojedyncze obrazy, jak mógł precyzyjnie polemizować z notatkami funkcjonariuszy?

Chcieliśmy zweryfikować te wątpliwości w aktach sprawy. Ale szczecińska Prokuratura Okręgowa odmawia wydania nam dokumentów urzędowych umorzonego postępowania, mimo, że zgodnie z prawem musi je udostępnić. Rzecznik tej prokuratury niezgodnie z prawdą tłumaczył odmowę faktem, że postępowanie wciąż się toczy.

Na piwie z podejrzanym

Impreza na Stadionie Narodowym, podczas której doszło do spotkania prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego ze Zbigniewem R. została zorganizowana przez założone przez tego drugiego stowarzyszenie. Polska Platforma Bezpieczeństwa Wewnętrznego zajmuje się m.in. tworzeniem nowych rozwiązań technologicznych na rzecz służb bezpieczeństwa. W jej Radzie Programowej zasiadają m.in. szefowie służb specjalnych. W majowej konferencji wzięły udział najważniejsze osoby, które odpowiadają lub odpowiadały za bezpieczeństwo państwa. Byli tam szefowie służb, byli członkowie rządu, sędziowie, prokuratorzy i naukowcy. Podczas konferencji szczególnie ciekawie było w kuluarach. Co ciekawe naleźli się tam ludzie, którzy na co dzień publicznie nie szczędzą sobie słów krytyki - na przykład Janusz Kaczmarek, były szef MSWiA wyrzucony z rządu PiS, nielubiany przez PiS były szef CBA Paweł Wojtunik, był prokurator Marek Wełna, a jednocześnie Bogdan Świączkowski, czy szef BOR i szef policji. Pod wieczór odbył się raut, podczas którego pito dobry alkohol. Impreza trwała do późna, a atmosfera była bardzo nieformalna.

Już pod koniec maja, czyli około dwa tygodnie po spotkaniu Bogdana Święczkowskiego ze Zbigniewem R., prokuratura krajowa zażądała od poznańskiej policji wydania dokumentacji dotyczącej cofnięcia pozwolenia na broń byłemu wiceministrowi. Zapytaliśmy o powody tych działań w łódzkim wydziale zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi, ale odpowiedź była wymijająca. — „Prowadzone jest śledztwo, w toku którego wykonywane są m.in. czynności związane z uzyskiwaniem i poddawaniem oględzinom dokumentacji i akt postępowań administracyjnych i innych, w tym związanych z postępowaniem w przedmiocie pozwolenia na posiadanie broni” — napisała prokurator Beata Marczak. Prokurator Marczak odmówiła dalszych informacji, ale jest jasne, że aby zażądać akt z poznańskiej komendy, prowadzący śledztwo musieli mieć podejrzenie, że w związku z postępowaniem doszło do popełnienia przestępstwa. Jakiego? Nie wiadomo. Jednak jeśli prokuratorzy dopatrzą się przestępstwa na szkodę Zbigniewa R. może to oznaczać zwrot w sprawie jego pozwolenia na broń. Nie ma wątpliwości, że bardzo zależy mu na jego odzyskaniu. Wykorzystał całą prawną drogę aby uchylić decyzję komendanta policji; sprawa dotarła aż do sądu administracyjnego. — Prawomocnie zakończone postępowanie administracyjne można wznowić jeżeli w jego trakcie zostało popełnione przestępstwo — mówi nam doświadczony prawnik. — Oznacza to, że jeśli prokuratura dopatrzy się jakichś nieprawidłowości, Zbigniew R. może dostać szansę na odzyskanie pozwolenia na broń.

Knebel dla pokrzywdzonych

Prokurator Święczkowski przyznaje, że zna Zbigniewa R. Twierdzi, że od incydentu z bronią ich stosunki się ochłodziły. Kiedy prosimy o skomentowanie nagrania z imprezy na Stadionie Narodowym, mówi, że może wypił „jakiegoś szampana”. Utrzymuje, że nie wiedział o postępowaniu w łódzkim wydziale kierowanej przez siebie prokuratury.

Zbigniew R. prowadzi normalne życie, jakby nigdy nic się nie stało. Jeździ samochodem, często jest w swoim wypielęgnowanym domu z basenem w okolicach Nowego Tomyśla. Nie chciał z nami rozmawiać. — Media manipulują — powiedział i zamknął drzwi.

Niestety nie możemy opublikować żadnego komentarza pokrzywdzonej przez Zbigniewa R. rodziny. W czerwcu były wiceminister złożył swoim ofiarom propozycję - 30 tysięcy złotych w zamian za podpisanie zobowiązania do milczenia. Pokrzywdzeni mieli świadomość, że umorzenie sprawy z powodu niepoczytalności sprawcy zamyka im drogę do uzyskania zadośćuczynienia w sądzie. Tymczasem na pełnomocników, dojazdy i wizyty u psychologa z synem wydali kilkanaście tysięcy złotych. Po dwóch latach od wydarzeń na drodze pod Nowym Tomyślem zrezygnowani i pozbawieni nadziei ludzie, musieli przyjąć propozycję napastnika. Jeszcze przed zawarciem umowy poszkodowany mężczyzna powiedział z wyrzutem: — Mówili mi, że z nim nie wygramy, że jesteśmy za mali. Mieli rację. W sądzie czuliśmy się jakbyśmy to my byli sprawcami.

Jarosław Jabrzyk, Bertold Kittel

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
zamknij
„Tak wygląda wejście do piekła”
Następny odcinek:

„Tak wygląda wejście do piekła”