Były sędzia i majątki do przejęcia
  Foto: |
- To jest nowoczesna mafia. On nie przychodzi z bejsbolem mówiąc "daj haracz". On kruczkami prawnymi przejmuje ludzkie majątki - mówi Zbigniew Wilczyński, bohater reportażu Superwizjera.

Wilczyński to przedsiębiorca z Włocławka. Kilka lat temu postanowił stworzyć sieć aptek. W projekt zainwestował swoje oszczędności, zapożyczył się też w bankach i u znajomych. Liczył na to, że kiedy opanuje regionalny rynek, uda mu się bardzo korzystnie sprzedać biznes inwestorowi branżowemu. W tworzeniu holdingu, który miał zarządzać aptekami, Wilczyńskiemu pomagał znany prawnik z Włocławka, Mirosław Jacek S. To były sędzia, przewodniczący wydziału w miejscowym sądzie, później notariusz i radca prawny. Był jednym z najbardziej wpływowych mieszkańców miasta.

"Niezależny doradca prawny"

W 2004 roku Mirosław Jacek S. trafił do więzienia za korupcję. Prokuratura oskarżała go też o zlecenie zabójstwa prowadzącego jego sprawę prokuratura. Jednak od tego ostatniego zarzutu został uniewinniony.

Po wyjściu z więzienia były sędzia nie mógł dłużej być członkiem żadnej korporacji prawniczej. Rozpoczął pracę jako "niezależny doradca prawny".

Mirosław Jacek S. pomagał Wilczyńskiemu w tworzeniu holdingu aptecznego. Każda apteka była spółką, a wszystkie one należały do spółki-matki. Któregoś dnia Wilczyński dowiedział się od szefa rady nadzorczej swojej firmy, że należące do niego apteki zostały sprzedane za pięć tysięcy złotych. - Myślałem że dostanę zawału - mówi.

"Musiałby coś wynieść"

Apteki przejął Mirosław Jacek S. - Prokuratura umorzyła sprawę, bo uznała, że Mirosław Jacek S. niczego nie ukradł. Tłumaczyłem im, że przejął apteki. A oni pytali, "ale czy on coś wyniósł? Bo żeby była kradzież, musiałby coś wynieść" - opowiada Wilczyński.

Kiedy zażalił się na jedną z decyzji, sąd we Włocławku wyłączył się z prowadzenia sprawy. Wszyscy sędziowie stwierdzili, że nie mogą orzekać, bo łączy ich znajomość z byłym kolegą. Sprawa trafiła do Torunia, gdzie Wilczyński wygrał. Ale wówczas sąd we Włocławku zmienił zdanie. W kolejnej, niemal takiej samej sprawie, sędziowie nie wyłączyli się i rozstrzygnęli sprawę na korzyść byłego kolegi.

Spotkanie

Kiedy zaczęliśmy się interesować działalnością Mirosława Jacka S., kontakt z naszą redakcją nawiązała firma PR-owska z Warszawy. Jej przedstawicielka zaproponowała spotkanie. Wziął w nim udział także prawnik Mirosława Jacka S.

Do spotkania doszło w lobby jednego z eleganckich warszawskich hoteli. Nasi rozmówcy przekonywali nas, że ich mocodawca to porządny i uczciwy człowiek. Miał za to ręczyć profesor Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości za czasów kiedy resortem kierowali Jarosław Gowin, a potem Marek Biernacki. W czerwcu ubiegłego roku Królikowski otrzymał też od prezydenta Andrzeja Dudy propozycję objęcia stanowiska prawnika Kancelarii Prezydenta.

- Uważam go za inteligentnego, zaangażowanego prawnika - podkreśla były wiceminister sprawiedliwości w rozmowie z TVN. Zapewnia, że nie zauważył u niego nawet cienia nieuczciwości czy szalbierstwa.

Interesy braci

Królikowski i Mirosław Jacek S. pracują dla spółki, o którą walczą byli i obecni akcjonariusze. Jednym z nich jest Janusz Stajszczak, jeden z najbogatszych polskich przedsiębiorców. Przed laty prowadził interesy wraz z bratem. Zaczynali jako importerzy elektroniki i alkoholu w latach 90., a ich interesy szybko stały się obiektem śledztwa; służby skarbowe podejrzewały, że mężczyźni unikają płacenia podatków. Janusz Stajszczak w obawie przed aresztowaniem wyjechał do Moskwy. Wrócił kilka lat później, kiedy prokuratura uchyliła list gończy.

W późniejszym procesie część zarzutów przedawniła się, od innych został uniewinniony. Kilka lat temu postanowił wraz z bratem podzielić majątek. Jednak na tym tle szybko doszło do sporów.

Działania poza prawem?

- Mirosław Jacek S. stał się koordynatorem prawnym i podejmuje działania zdecydowanie poza prawem - skarży się Janusz Stajszczak. Jego brat nie zgodził się na rozmowę z nami, odmówił też skomentowania sprawy.

Konflikt między braćmi tymczasem zaostrza się. Na filmach z kamer monitoringu widać Mirosława Jacka S., który w grupie rosłych ochroniarzy wkracza na teren spornych firm i próbuje je przejmować.

- Powiadamia się różne instytucje, prokuraturę, policję, sądy opisując, że adwersarz w nieprawny sposób nabył jakieś prawa i w efekcie przejmuje się majątki - opisuje mechanizm działania Janusz Stajszczak. - Sądy w Polsce są nieprzygotowane do radzenia sobie z tego rodzaju zachowaniami - dodaje.

- On mi kiedyś powiedział, że jak napiszę pismo dłuższe niż dwie strony, to nikt tego nie będzie czytać - opowiada z kolei Zbigniew Wilczyński.

Zadowolony z działalności

Kilka tygodni temu były sędzia zgodził się na udzielenie wywiadu przed kamerą. Jednak później zabronił nam wykorzystywania swoich zarejestrowanych wypowiedzi.

W trakcie rozmowy zapytaliśmy Mirosłąwa Jacka S. go czy to moralne, żeby przejąć dorobek czyjegoś życia, odpowiedział, że nie i zaznaczył, że on tego nie zrobił. Oświadczył, że dorobkiem życia Wilczyńskiego są długi w bankach. Zapewnił, że w dobrej wierze zorganizował mu spółki, ale Wilczyński nadużył jego zaufania. Mirosław Jacek S. uważa wręcz, że to jego przyzwoitość sprawiła, że przejął apteki. Dodał, że przeciwdziała bezprawiu, i że jest ze swojego życia i działalności bardzo zadowolony. Utrzymuje, że pomógł wyjaśnić wiele sytuacji bezprawnych.

Tymczasem Zbigniew Wilczyński uważa się za ofiarę działań byłego sędziego. - Jestem zrujnowany. Ludzie tacy jak ja skaczą z wieżowca. I on na to liczy - mówi Wilczyński.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
~Gość

Oczywiście Pan Wilczyński, to małe dziecko, a nie dorosły człowiek.NIe wiedział o tym kto to Mirosław Jacek S. Choć we Włocławku wszyscy wiedzieli.Niech nie udaje naiwniaka.Wpakował się sam w to , a jak było trudno stwierdzić.Fakt, że udawał wielkiego biznesmena i wszędzie obnosił się z tym mając długi wokoło nie płacąc za mieszkanie... rozwiń

  • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
      0
    • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
        0
      • zgłoś naruszenie
      ~Gość

      Pan Mirosław Jacek S. ...... działa ..... jak działa. Każdy może ocenić sam. Zastanawia mnie jednak charakter Pani prezes Katarzyny L. Pewnie też przepisy prawne nie są Jej obce...wszak była córką ś.p. adwokata czy radcy prawnego.

      • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
          0
        • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
            0
          • zgłoś naruszenie
          ~Gość

          „W trakcie rozmowy zapytaliśmy Mirosłąwa Jacka S. go (…)” – ke?

          • Tyle osób ocenia komentarz pozytywnieOstatnio ocenili:
              0
            • Tyle osób ocenia komentarz negatywnieOstatnio ocenili:
                0
              • zgłoś naruszenie
              Pomoc | Zasady forum
              Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
              zamknij
              Hejt, który niszczy życie
              Następny odcinek:

              Hejt, który niszczy życie