Aptekarz z Aleppo wbrew szaleństwu wojny
  Foto: |
Mahmoud wstaje każdego ranka, aby otworzyć swoją aptekę w Aleppo. Sprzedaje leki, jest też pierwszą pomocą medyczną dla całej dzielnicy. Poza tym walczy z karabinem w ręku. - Obowiązkiem każdego lekarza, farmaceuty, pielęgniarza, czy też ratownika jest walczyć w obronie jego sprawy, kraju i religii - mówi. O sytuacji w syryjskim mieście opowiedział reporterom programu "Superwizjer".

Mahmoud to 23-letni aptekarz, mieszka w Fardos, dzielnicy Aleppo. Reporterowi "Superwizjera" opowiedział, jak wygląda życie w jego dzielnicy.

- Palimy opony co rano, gdy toczą się walki. Dzieci z Aleppo to robią, żeby osłonić dymem dzielnicę i wesprzeć walczących powstańców, aby uniemożliwić lotnikom wojskowym osiągnięcie ich celów, czyli bombardowanie powstańców lub dzielnic miasta – opowiada

Aptekarz i pierwsza pomoc

Mahmoud rozpoczyna pracę każdego ranka. Codziennie przyjmuje w aptece ponad 200 osób. - Jest faktem, że w Aleppo zaczęliśmy cierpieć na ogromny brak leków. Leki, których nam brakuje to są leki na nadciśnienie, syropy dla dzieci, paracetamol, syrop przeciwzapalny, ampułki przeciwzapalne - wylicza Mahmoud.

Jak mówi, większość szpitali w mieście już nie działa.

- Sytuacja medyczna jest katastrofalna i coraz bardziej się pogarsza - ocenia.

Wiele szpitali jest bombardowanych, a ranni muszą czekać w kolejkach.

- Ludzie nie mogą pomagać sobie nawzajem. Boją się przychodzić nawet do szpitala, ponieważ Rosja konsekwentnie obiera szpitale jako swoje cele ataku - mówi jeden z lekarzy. W Aleppo aptekarz pełni również rolę pielęgniarza. Jest najszybszą pomocą medyczną.

- Choroby, na które cierpią ranni na skutek obrażeń wojennych, powstają w wyniku amputacji górnych lub dolnych kończyn albo na skutek porażenia połowicznego. Czasami rany wojenne prowadzą do utraty oka i ranny nie będzie w stanie widzieć - opowiada Mahmoud.

Zakrapia oczy dzieciom, które ucierpiały w wyniku ataku gazem chlorowym. Przez obrażenia spowodowane bombardowaniami część najmłodszych nie może normalnie się uczyć, cierpią też psychicznie.

Śmierć brata

Bratem Mahmouda był imam Kasim Hadż Kasim, który tysiącom najbiedniejszych mieszkańców Aleppo niósł pomoc, organizując piekarnie i punkty dystrybucji chleba. - Prowadził organizację pozarządową People in Need, był jej koordynatorem na ten rejon - opowiada Mahmoud.

- Zginął 7 stycznia 2014 roku - mówi. - Był w drodze do domu z dwoma kolegami, aby odwiedzić naszych rodziców. Kiedy wysiadał z samochodu, spadła rakieta i poważnie zraniła jego i jego kolegów. Przewieźliśmy ich do szpitala, aby ich uratować - wspomina Mahmoud. Jak mówi, w szpitalu poinformowano go jednak, że musi przewieźć brata do Turcji, bo na miejscu nie ma niezbędnego wyposażenia do wykonania operacji przy poważnych obrażeniach głowy. Jedzenie ze śmietników, prąd ze spalonego plastiku Na Aleppo spadają kolejne bomby. - Jest żywność, ale wyłącznie ryż i zupa. To można znaleźć w oblężonym Aleppo. Dodatkowo niektóre warzywa, takie, których uprawa jest możliwa w mieście - mówi Mahmoud. - Jest wielu ludzi, którzy nie są w stanie zrobić sobie zakupów. Chodzą na bazary tylko, żeby zobaczyć ceny i produkty - dodaje. Opowiada, że ludzie, którzy nie mają za co zrobić zakupów żyją wyłącznie z przydziałów żywnościowych, które mogą uzyskać co miesiąc. Część ludzi szuka jedzenia na śmietnikach. Przez bombardowania wiele osób nie może pracować.

Kolejny problem Aleppo to dostęp do prądu. - Aby sprawić sobie prąd w niektórych dzielnicach, w Aleppo używamy generatorów. Paliwo do agregatów jest uzyskiwane ze spalonego plastiku. Mamy taką technologię, aby uzyskać to paliwo - opowiada aptekarz. Mieszkańcy Aleppo znaleźli sposób na wytwarzanie paliwa i oleju opałowego z plastiku w internecie. - Potraktowaliśmy to na serio - mówi jeden z mieszkańców. - Przygotowaliśmy siatkę i spróbowaliśmy. Chwała Bogu udało się - dodaje.

"Nie będę uciekać, to moje miasto"

W 2012 roku Mahmoud pierwszy raz wziął karabin do ręki. - Walka nie była naszym wyborem. Została nam narzucona - wyjaśnia. - Obowiązkiem każdego lekarza, farmaceuty, pielęgniarza, czy też ratownika jest walczyć w obronie jego sprawy, kraju i religii. W tej chwili w sprawie rewolucji chodzi o to, czy uzyskamy to, czego się domagamy, czy też zostaniemy zgładzeni. Takie nasze być albo nie być - dodaje. - Nie będziemy uciekać z Aleppo. Ja osobiście tego nie zrobię - zapewnia Mahmoud. - To jest moje miasto i miejsce, gdzie się urodziłem. Mogę tylko umrzeć tutaj, albo zwyciężyć. Ucieczka z Aleppo nie jest wyjściem - mówi. Wyjaśnia, że to dlatego, że walczy "dla swojej sprawy, rewolucji, powstania, ochrony religii i kraju". - Nie może być tak, że fałsz pokona to, co jest słuszne - stwierdza. - Cena wolności i godności jest wysoka. Ceną jest ryzyko straty przyjaciela, brata, kuzyna, krewnego, czy straty swojego życia. Wiem o tym, ale trzeba ją zapłacić. Za wolność albo za to, o co człowiek odważył się prosić - mówi Mahmoud. Po rozmowie z Mahmoudem jego telefon milczał przez wiele tygodni. W końcu się odezwał - był poza Aleppo. Przeżył.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły się nowe () komentarze - pokaż
Forum jest aktualizowane w czasie rzeczywistym
Pomoc | Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
zamknij
"Jak będziesz grzeczna, to może dostaniesz wypłatę". Ukraińcy w "obozach pracy" w Polsce
Następny odcinek:

"Jak będziesz grzeczna, to może dostaniesz wypłatę". Ukraińcy w "obozach pracy" w Polsce